esencja3-14

Opowiadania

Jednorożec


Pozycja mocy. Ręce wzdłuż klatki piersiowej. Dłonie splecione w Taj Mahal. Obręcz, płonąca, węsząca, żerująca. Człowiek wygięty w niemożliwość, w słowa ubrane w szerszenie, kąsające. Radosny on jak atomowa jutrzenka. Mocny jak atomowy powiew w porwanej firance. W ustach ma piach, w głowie gwoździe, na języku arszenik. Świadomość, wirująca, gorąca, za-pra-sza-ją-ca. Świadomość rozczłonkowana, gdzie każda cząstka niczym karaluch-indywidualista pędzi w swoją stronę.
Strumień zielonego światła przechodzi przez człowieka rzeczonego mówiąc:”Jeśli myślisz, że to abstrakcja spójrz tam, powyżej, na szafę, na czubek jej, leży nań jednorożec ze zwisającym leniwie kopytem w szmaty ubrany, pomazany tłustym pędzlem, nazywa się Phil, zwiastuje koniec świata, nigdy nie mówi czyjego. Może dziś to będziesz ty?”
A potem śmiech, perlisty, czyjś taki... obcawy, nieobecny, niepokojący, spowity mrokiem. I majaczenie, chyba gorączka podparta niewiedzą.

Za dużo dymu w tym pomieszczeniu, najwyraźniej szpitalnym, toteż człowiek stąd wychodzi. Jednorożec – nie.